Lato... niebo niemalże bezchmurne, gdzieś od czasu do czasu ugościło mały obłoczek, ale to właśnie jedno z tych sklepień niebieskich, pod którymi wszystko zdaje się być spełnieniem marzeń. Nasycone barwy wokół tylko potęgowały to uczucie. Tak, to była idealna chwila. I ty byłeś idealny. Twierdzisz, że nie znasz się na dziewczynach. Ale ty jesteś jednym z tych chłopców, którzy nie siląc się, potrafili mówić i robić rzeczy, których dziewczyna oczekiwała. Taka jest twoja natura – właściwie bez żadnej skazy, tak samo jak to niebo. Leżeliśmy na trawie i paliliśmy skręta. Było wokół nas pełno ludzi, którzy właściwie niczym się od nas nie różnili – przyszli tam w tym samym celu, co my – tylko może nie byli aż tak szczęśliwi. Nasza trawa była bardziej zielona. I woda, która przepływała koło nas jakby bardziej przezroczysta. Oboje mieliśmy w głowach tę samą piosenkę i oboje zaczęliśmy nucić ją w tym samym momencie.
Zastanawia mnie, jak to się stało, że do tej pory zmienia nam się tylko sceneria. Choć jutro znów zapowiadają upalny dzień. Nikt tak jak ty nie potrafi gładzić mojego ciała.
Kiedy to lato się skończy, będę mogła umierać. Póki co, drugi raz dane mi jest doznać miłości. To się statystycznie rzecz biorąc nie zdarza, a mnie zdarzyło się po raz drugi. Boję się. Do tego stopnia, że jutro się nie spotkamy.