Wsiadła do tramwaju i zajęła pojedyncze miejsce, bo zdawała sobie sprawę, że nie każdy mógłby chcieć wdychać zapach, który na sobie nosiła. Był to najbardziej wymowny zapach mężczyzny. Tak naprawdę to miała dziś wolne, jednak wiedziała o tym tylko ona, ten mężczyzna i współpracownicy. Szef? Przecież już został wymieniony.
Już niedługo zamierzała się zwolnić, z dwóch miejsc jednocześnie. Nie mogła już dłużej dzielić jednego łoża z tym drugim, który niegdyś był tym pierwszym. A z kolei nie mogła dopuścić, by ten, który zamienił się z nim miejscami pełnił dwie ważne role w jej życiu.
Tramwaj zatrzymał się na drugim przystanku i wbiegła do niego znajoma osoba, po czym rozejrzała się za wolnym siedzeniem. Bez dokładnego czasomierza można byłoby stwierdzić, że zwróciła głowę w stronę wątpliwej bohaterki tej historii w tym samym momencie, w którym ta odwróciła głowę w stronę okna, jednak jakiś, powiedzmy, mikro-ułamek sekundy dzielił jednen ruch głowy od drugiego. Najwidoczniej jednak nie przeszkodziło to Justynie uniknąć niechcianego kontaktu z tą osobą. Dlatego nawet niewarto wspominać o jej płci.
Nikt nigdy nawet nie skłaniał jej do wymyślania kłamstw na temat swojego podwójnego życia. Zawsze wiedziała co mówić i w jaki sposób, żeby nie powiedzieć prawdy i jednocześnie nie skłamać. Momentami była nawet sama z siebie dumna, że potrafi tak świetnie manipulować. To nic, że często po prostu robiła swoje i nie musiała zbytnio kombinować, gdyż mało kto interesował się jej osobą. Wychodziła wieczorem i wracała dopiero po dwóch dniach do mieszkania, w którym nikt nawet na nią nie czekał. Odbierała intymne telefony od kochanka jedząc lunch z koleżankami i żadnej nie przyszło do głowy, że takich rozmów nie prowadzi się z mężem po kilku latach małżeństwa. Całe jej życie i życie ludzi, którzy ją otaczali było tak intensywne, że wszelkie szczegóły mogące wzbudzić w kimkolwiek podejrzliwość na jej szczęście w nikim nie budziły nawet lichego zaciekawienia.
Przy takim stylu życia ciężko było jej więc nawet odczuć, że kogokolwiek oszukuje i rani.
Wysiadła z tramwaju. Kierując się w podziemia swoim pewnym krokiem pomyślała, że może powinna dziś przejść się do tej nowo otwartej galerii ze sklepami luksusowych marek. Dotychczas musiała rezerwować lot do Londynu, jeśli chciała kupić kilka par butów i sukni. Teraz już nie musi wychylać swojego małego noska poza stolicę.
Zresztą, która na jej miejscu nie robiłaby tego samego? Była przecież samotną żoną. Jej małżeństwo można było rozpoznać tylko po obrączkach i po tym, że od czasu do czasu sypiała z mężem w jednym łóżku. Trzy czwarte miesiąca spędzał on na delegacji – o ile oczywiście też nie miał kogoś na boku – przez resztę czasu starał się wynagradzać jej, że tak długo go nie było. Ona jednak już dawno przestała tego wymagać. Znalazła mu godnego zastępcę, którego praca była mniej ruchoma i równie dochodowa. Cóż, tak to już jest, jak kobieta nie ma siły przebicia. W świecie mężczyzn nie wystarczy sam urok osobisty. Posiadając go, można jedynie dorabiać jako ozdoba do garnituru. Więc jeśli w jej przypadku można mówić o jakimkolwiek sprycie, wykorzystuje go podpinając się pod mężczyzn, których garnitury są szyte zawsze na zamówienie.
Wróciła do domu. Zdziwił ją fakt, że nie zastała w nim nikogo. Korzystając z okazji, że jest sama, napełniła wannę wodą, rozebrała się, po czym się w tej wodzie zanużyła. Zawsze była w gorącej wodzie kąpana. Postanowiła się zrelaksować. Nawet jeśli nie zdąży zrobić się na bóstwo dla męża, który – gdziekolwiek jest – zapewne niedługo wróci i przecież tego od niej oczekuje, w najgorszym wypadku zastanie ją nagą w wannie. I gdy już z niej wyjdą, będzie mogła przystąpić do robienia mu obiadu.
Siedząc tak zaczęła zastanawiać się, w jaki sposób odejść. Odpowiedni moment na rozstanie już dawno minął, a było to dokładnie wtedy, gdy zdała sobie sprawę, jak będzie wyglądał ten związek. Wówczas jeszcze można było uniknąć tych wszystkich formalności. Kolejny raz na samą myśl o rozwodzie zrobiło jej się niedobrze. Zapaliła cygaretkę. Uwielbiała to robić siedząc w wannie. Tym razem jednak już z pierwszym wdechem poczuła się jeszcze gorzej. W jednym momencie zorientowała się, że jeśli za chwilę nie wyjdzie z wanny, będzie kąpać się w zupie z wczorajszej kolacji. Wstała więc i pobiegła w stronę ubikacji zostawiając mokre ślady na podłodze.
Gdy już zwymiotowała, wróciła do łazienki. Spojrzała w lustro. Wymyła zęby. Spojrzała w lustro jeszcze raz. Chwyciła się za piersi, jakby nagle zauważyła, że są nabrzmiałe. Weszła do wanny, drugi raz do tej samej, jednak już letniej wody. Zanużyła się w niej całkiem. Wynużyła się. Ponownie odpaliła cygaretkę. Z odrazą, ale konsekwentnie inhalowała się dymem. Zgasiła papierosa i przemyła twarz, a potem ktoś wszedł do mieszkania.
- Dzień dobry! – usłyszała głos męża.
Wpatrzona w drzwi do łazienki zastanawiała się, co odpowiedzieć.
- Hej, jesteś w domu, słońce?
- Jestem w łazience.
- Wchodzę.
Kilka sekund później zobaczyła swojego męża.
- Witaj. Podejdź do mnie. – powiedziała półgłosem.
- Z miłą chęcią.
- Złap mnie za cycki.
- To może od razu dołączę do ciebie?
- Po prostu złap mnie za cycki.
- Brakowało ci tego, co?
- Złap mnie za cycki!
- No już dobrze, długo nie musisz mnie namawiać.
Zrobił to. Jej piersi zawsze idealnie mieściły się w jego dłoniach, tym razem były trochę nie na miarę. Miała rację, powiększyły się.
- I co teraz?
- Nic.
Zaśmiał się. Widocznie musiało go rozbroić jej niezrozumiałe zachowanie.
- Wiesz co? Kocham cię żono.
Nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy płakać. Twarz miała jeszcze wilgotną, więc mężczyzna, który patrzył jej w oczy nie zorientowałby się nawet, gdyby spływały po niej łzy.
- Ja ciebie też. – skłamała po raz pierwszy, po czym rozpłakała się niby ze szczęścia.